odkrywaj z nami

Zaklinaczka zwierząt

Odkrywaj z nami
Redakcja
Pamiętacie dr Dolittle’a, który potrafił rozmawiać ze zwierzętami? Okazuje się, że nie tylko on miał taki dar. Poznajcie Małgorzatę Zdziechowską, zwaną polską dr Dolittle.

Jest dziennikarką, blogerką, podróżniczką, ale przede wszystkim wielką miłośniczką zwierząt. Od wielu lat pracuje jako wolontariuszka w ośrodkach rehabilitacyjnych i sierocińcach dla dzikich zwierząt. Do tej pory odwiedziła 52 państwa na całym świecie i opiekowała się 100 gatunkami ssaków! Karmiła nosorożce, pływała z manatami, zastępowała mamę małym lwiątkom i małpkom, a nawet zaadaptowała lamparta… Kocha zwierzaki, a one to wyczuwają i odwzajemniają się tym samym. Na czym polega niezwykłe porozumienie między dzikimi zwierzętami a polską dr Dolittle?

Jaka była mała Małgosia – czy zawsze miałaś taki świetny kontakt ze zwierzętami?

Od dziecka kochałam zwierzaki i świetnie czułam się w ich towarzystwie, ale to było dla mnie naturalne. W dzieciństwie u babci bawiłam się z dużymi psami, przytulałam krowy i nie było w tym dla mnie niczego niezwykłego. Zresztą cała moja rodzina mama, tata, siostra i babcia to wielcy przyjaciele zwierząt. W domu zawsze było takie „pogotowie ratunkowe” dla zwierzaków. Oprócz psów i kotów, mieliśmy jeża, żabę uratowaną z laboratorium czy szczura. Kiedyś nawet przyprowadziłam do domu kurczaka, bo stwierdziłam, że u nas będzie mu lepiej, ale rodzice nie pozwolili mi go zatrzymać (śmiech). Do tej pory znam wszystkie psy i koty na osiedlu, a jeśli w parku mijam obcą osobę z psem, to jest prawie pewne, że zwierzak zatrzyma się przy mnie i będzie chciał, by go pogłaskać. Na to, że mam bardzo dobry kontakt ze zwierzętami zwrócili mi uwagę dopiero inni opiekunowie, kiedy zaczęłam wyjeżdżać na wolontariat, by opiekować się dzikimi zwierzętami. Zwierzaki, które nie chciały jeść nagle przy mnie zaczynały, a takie, które gryzły innych opiekunów, mnie nie atakowały.

A jak wpadłaś na pomysł, by zostać wolontariuszką i opiekować się dzikimi zwierzętami?

Przez przypadek. Byłam z siostrą w Tajlandii, zwiedzałyśmy ośrodek dla tygrysów. Można było je pogłaskać, więc oczywiście to zrobiłam, a wtedy tygrys położył łapę na mojej głowie i przytulił mnie do siebie. Przewodnik, który był z nami zdębiał, bo nigdy wcześniej nie widział czegoś podobnego, a ja w tamtej chwili poczułam, że chcę coś zrobić dla dzikich zwierząt. Nie tylko jeździć na wakacje i podziwiać je, ale zajmować się nimi, pomagać im. Zaczęłam więc jeździć jako wolontariuszka do ośrodków na całym świecie, które zajmują się zwierzętami. Niektóre z nich to sierotki, inne padły ofiarą kłusowników i wymagają leczenia. Część z nich po rehabilitacji może wrócić na wolność, ale część zostanie w ośrodku. Szczególnie dobrze szło mi z maluchami. Okazało się, że świetnie nadaję się na zwierzęcą mamę, choć nie było to dla mnie łatwe.

Dlaczego?

Podczas mojego drugiego wolontariatu, w Afryce, dostałam pod opiekę dwie małe lwiczki: Lily i Ivy. Ich mama nie chciała ich karmić, bo jedna z sióstr była bardzo chora. Rzeczywiście, Ivy wyglądała jak kupka nieszczęścia: sama skóra i kości. Za to jej siostra Lily była bardzo radosna, grubiutka i miała świetny apetyt. Powiedziano mi, żebym nie przywiązywała się za bardzo do Ivy, bo… nie wiadomo, czy przeżyje. Postanowiłam o nią walczyć i sprawić, by poczuła, że chce żyć. To nie było łatwe, bo podczas gdy Lily zjadała jednorazowo 130 ml mleka, Ivy zaledwie 20… Jednak z dnia na dzień, słabsza lwiczka zaczęła jeść coraz więcej. Bardzo o to dbałam. Spałam po 4-5 godzin na dobę, a na noc zabierałam lwiczki do siebie, bo musiałam regularnie je karmić. Kiedy wyjeżdżałam Lily i Ivy wyglądały podobnie i nikt nie powiedziałby, że jedna z nich jeszcze miesiąc temu walczyła o życie. Ale nasze rozstanie było bardzo trudne. Szczególnie przywiązałam się do Lily, która pomagała mi w walce o jej siostrzyczkę. Gdy wyjeżdżałam, płakałam i obiecałam sobie, że już nigdy nie będę zajmować się maluchami, bo potem nie jestem w stanie przeżyć rozstania.

Ale i tak później opiekowałaś się Liną…

To prawda. Zawsze, gdy wybieram jakiś ośrodek chcę czuć, że jestem tam potrzebna. I kiedy dowiedziałam się, że w ośrodku w Peru są cztery osierocone małe wełniaki (małpki), nie wahałam się ani chwili. Jedna z nich – Lina – miała problem z mięśniami karku i nie mogła sama ustać na nogach: szurała głową po ziemi. Moim zadaniem było zrehabilitowanie jej i sprawienie, by mogła żyć normalnie z innymi małpkami. Niestety, gdy tylko Lina mnie zobaczyła, uczepiła się mnie i… nie chciała mnie puścić. Oczekiwała, że będę ją obsługiwać, czyli podawać jedzenie do łapki i nosić na sobie przez cały dzień. Ktoś pomyśli: w czym problem? Ale to było trudne. To cudowne uczucie, kiedy zwierzątko wtula się w ciebie i wiesz, że ci ufa, ale kiedy masz na sobie ciągle taki „plecaczek”, który również załatwia się na tobie, przestaje być słodko. Zdawałam sobie sprawę, że wkrótce wyjadę i że powinnam zrobić wszystko, by do tego czasu Lina się usamodzielniła. Odkryłam, że jest łakomczuchem i postanowiłam to wykorzystać. Kładłam Linę na drzewie, a sama odsuwałam się i pokazywałam, że trzymam w ręku jej przysmak: kulki z kruchych ciastek i bananów. Z dnia na dzień zwiększałam dystans między nami. Po pewnym czasie Lina zaczęła ze mnie schodzić, żeby coś zjeść albo się przejść. Później spróbowała się wdrapywać na drzewo i bawić z innymi małpkami. Tuż przed wyjazdem czekała mnie nagroda: siedziałam i obserwowałam, co robią moje małpki (wszystkie cztery lubiły ucinać sobie drzemkę na mnie). I nagle zobaczyłam jak Lina radośnie skacze z gałęzi na gałąź, by bawić się z rodzeństwem. Byłam z niej taka dumna! Wyjeżdżałam spokojna, bo wiedziałam już, że gdy Lina zostanie wypuszczona na wolność, na pewno sobie poradzi.

Podobno zaadoptowałaś lamparta?

Tak, Zorro to była miłość od pierwszego wejrzenia. Jechałam co prawda do ośrodka dla gepardów, ale gdy zobaczyłam zdjęcie lamparta – Zorro, czułam, że muszę go poznać. Gdy przyjechałam na miejsce, ktoś akurat wyprowadzał go na spacer. Przykucnęłam tak jak zwykle, gdy chcę pogłaskać psa. A Zorro po prostu wszedł w moje rozpostarte ramiona i przytulił się. Zatem to była odwzajemniona miłość… Od tej chwili zawsze podchodził do mnie, by się przywitać, a nie robił tak w stosunku do innych opiekunów. Między nami była wyjątkowa więź, więc postanowiłam go zaadoptować (czyli przekazywać pewną kwotę na jego wychowanie). Niestety, Zorro już nie żyje. Miał operację, której nie przeżył. Gdy się o tym dowiedziałam, myślałam, że pęknie mi serce. Zwierzęta są podobne do ludzi: po prostu z niektórymi czujesz szczególną nić porozumienia. I gdy dowiadujesz się, że już ich nie ma, odbierasz to tak, jakby odszedł twój najlepszy przyjaciel.

Mówisz o tym tak po prostu: lampart się do mnie przytulił. Ale dla zwykłego człowieka to trudne do wyobrażenia. Czy nigdy nie odczuwasz lęku?

Oczywiście, zanim zacznę się zajmować danym zwierzęciem, staram się jak najwięcej o nim dowiedzieć: co lubi, czego nie, co wolno zrobić, czego unikać. Ale gdy po raz pierwszy podchodzę do zwierzaka, czuję radość i nadzieję, że zyskam kolejnego przyjaciela. Działam intuicyjnie i chcę, żeby zwierzę po prostu poczuło moją miłość, to, że chcę mu pomóc. Zwierzęta to wyczuwają. Gdy byłam w Australii w ośrodku położonym w środku lasu, wypuściliśmy na wolność pewnego kangura, który wcześniej był tam leczony. Po jakimś czasie wrócił i zaczął przyprowadzać ze sobą inne kangurki: osierocone, chore. Wiedział, że znajdą tu pomoc. Zwierzęta naprawdę wysyłają nam mnóstwo sygnałów, tylko trzeba umieć je zauważać: patrzeć na postawę danego zwierzęcia, jego zachowanie. Najważniejszy jest wzajemny szacunek: nigdy nie przytulam zwierzęcia, jeśli widzę, że nie ma na to ochoty. Czekam aż samo będzie chciało do mnie przyjść.

A w jakim języku zwykle mówisz do zwierząt?

Po polsku, bo w tym języku najlepiej przekazuję emocje i najbardziej jestem sobą. Znam też niemiecki, angielski i hiszpański i kiedy w pobliżu są inni opiekunowie, mówię w w tych językach, żeby mnie zrozumieli. Ale gdy jestem sama ze zwierzakami, zawsze rozmawiam z nimi po polsku.

Jakim zwierzęciem chciałabyś być?

Lampartem albo innym dzikim kotem, z tymi zwierzętami czuję wyjątkową więź.

Czy masz jakieś marzenia związane z twoją pracą ze zwierzętami?

Tak, bardzo chciałabym założyć kiedyś coś w rodzaju pogotowia dla dzikich zwierząt. Trafiałyby do mnie zwierzęta potrzebujące pomocy, a ja pomagałabym im dojść do zdrowia i znaleźć później ośrodek, w którym mogłyby być rehabilitowane. Ale to pewnie wiązałoby się z przeprowadzką na inny kontynent. Na razie mam 12-letniego kota Majora, który nie zamierza się nigdzie wyprowadzać, więc jeszcze przez kilka lat na pewno będę w kraju.

Nie każdy ma taki dar jak ty, ale pewnie jest wiele osób, które chciałyby pomóc dzikim zwierzętom. Co mogą zrobić?

Najważniejsze to zrozumieć, że najlepszym wyjściem dla dzikich zwierzaków jest życie w ich naturalnym środowisku. To nie są maskotki, więc nie wolno ich tak traktować! Czy wiesz, że aby ktoś miał w domu małpkę, musi zginąć 19 innych?! Dzikie zwierzęta można podziwiać, ale trzeba dać im wolność. A wspierać można je na różne sposoby, np. oglądając poświęcone im filmy i udostępniając je dalej, przekazując informacje na temat ośrodków, które zajmują się dzikimi zwierzakami. Można zorganizować koncert i przekazać zbiórkę na rzecz jakiegoś ośrodka. Albo zaadoptować zwierzę, przekazując pieniądze na jego wychowanie – gdy złoży się kilka osób (np. cała klasa), kwota będzie mniejsza. No i oczywiście trzeba dbać o środowisko, szanować naturę. Zastanowić się, czy na pewno potrzebny jest mi nowy rower, kolejna gra, wypasiona komórka… Może zamiast nich lepiej zrobić coś dobrego dla jakiegoś zwierzaka? Gdy każdy zrobi choć jeden mały krok, los zwierząt – tych dzikich i nie tylko – na pewno będzie lepszy.

Dziękuję za rozmowę.

Podaj dalej!

KLIKNIJ ABY udostępnić

następny artykuł

Sekrety delfinów

Pod wieloma względami jesteś podobny do ponad 30 gatunków delfinów pływających w oceanach i rzekach świata. Delfiny są ssakami, tak jak ty, i muszą wypływać na powierzchnię, aby oddychać powietrzem. Tak jak i ty i twoi kumple, łączą się w zespoły i grupy, aby wykonać niektóre zadania. I są mądre. I rozmawiają ze sobą.
CZYTAJ

zobacz też:

Odkrywaj z nami

Jak wybrać najlepszą szczoteczkę do zębów?

Zdrowe i piękne zęby zależą od wielu czynników, genetyki,...
CZYTAJ

Odkrywaj z nami

Zebra

Jest jednym z najbardziej charakterystycznych afrykańskic...
CZYTAJ

Odkrywaj z nami

Skąd się bierze gorączka?

Gdy jesteśmy zdrowi, temperatura naszego ciała zwykle wyn...
CZYTAJ

COFNIJ